TEKSTY, TEKSTY!

OGŁOSZENIE! Poniższe teksty przedstawiają Z. jako wulgarną, cofniętą w rozwoju socjopatkę, W. jako dziecko z problemami, zaś P. jako agresywnego, nieprzystosowanego od życia w społeczeństwie frustrata (i tak możnaby wymieniać długo), jednak pragnęłabym z całą stanowczością zaznaczyć, iż jest to obraz do bólu fałszywy, nakreślony krzywo przez wypaczoną rękę rzeczywistości. Nie dajcie się zwieść pozorom, tak naprawdę kochamy zwierzęta i dzieci i chcemy pokoju na świecie!

No, prawie.

Enjoy. By Z. 24.04.09

***

W: Ej, gdzie znaleźć faceta takiego, jak Zupa?

 

***

 

W:  A co to za smak Tic taców?

Z(rozkojarzona): Co?

W: Jaki to smak tic taców?

Z(myśląc): No…

W: …

Z: No tropicana…

W: Jaki?

Z: No marakuja, kurwa!

 

***

 

Z: Ale zobacz, jakie to przejebane mieć na imię Bożena. No nazywasz się Bożena, i co możesz w życiu robić?

 

***

 

W czasie przechadzki po centrum handlowym, oglądamy wystawy

P(nagle, spanikowany): Jezu, co ci ludzie tam robią?!

Z: Piter, to manekiny.

 

***

 

P: No byłem w Drohiczynie, papież przyjechał.

Z: Oo, i jak było?

P: A pobredził coś i pojechał z powrotem.

 

***

 

M(podczas mycia głowy w polowych warunkach): Pamiętaj, że tak naprawdę liczy się to, co znajduje się w Tobie…

Z:…czyli co, cztery kanapki z serem i sosem czosnkowym?

 

***

 

M(rozprawiając o kaloriach): Wiesz, dwa jeżyki mogłabym zamienić na kotleta.
Z: Abrakadabra!

 

***

 

M(przyglądając się nogom i snując refleksje na temat ludzkiej egzystencji): Kiedyś wszyscy mieliśmy futro…

Z(wzdychając): Dużo, dużo futra…

G(zdezorientowana): Ale… jak to? Skąd Wy miałyście to futro?!

 

***

 

W(jadąc autobusem i oglądając szyldy): Stare lustra? A co to znaczy?
Z: No... że nie odbijają?

 

***

Z(z ciężkim westchnieniem): Świetnie, jutro stanę się Królową Błazenady.
P: Przecież już nią jesteś.

 

***

 

P(w zadumie):...mówimy o Zupie jako o przypadku ciężkiej choroby psychicznej.

 

***

P(beka)
Z(z wyrzutem): Piiiteeer!
P: Tak uważasz?

 

***

W(układając moją listę gości): Dobra, to kto jeszcze przyjdzie?
Z:... policja?

 

***

 

Z(mówiąc o klubach): No żeby wejść do Egoiste, trzeba naprawdę jechać bananem.
(chwila ciszy)
S:...a ja mam bananową pomadkę!

 

***

Z(widząc zostawiony samotnie na jakimś parapecie zeszyt, złośliwie): Ej, to twój zeszyt, he-he-he!
W:...nie?
Z&W:...
Z(spojrzawszy na okładkę): A, bo to mój zeszyt.

W:...

 

***

 

Z: Ej, jak się nazywa Renatka?

K: yyy Ewa.

Z: Tak, wiem, ale nazwisko?

 

***

 

Z: Ale ten Adam, mniam, prawdziwe ciacho.

S: Tsunami między nogami!                                  

 

***

 

Z(do nadchodzącej W., jedzącej kanapkę): I jak, uspokoiłaś się? Dobra kanapka? Z czym?

W: Dobra, nie uspokoiłam, z serem.

 

***

 

Ch(w ekstazie): Ooo, Ty masz zeszyt z koniem!!

Z: Nooo, specjalnie se kupiłam.

Ch(z promiennym uśmiechem): To teraz Ciebie lubię bardziej.

W(oburzona): …och!

Ch(unosząc do góry cukierka): Nie martw się Wajla… masz, dam Ci krówkę! Teraz ona ma konia, a Ty masz krówkę.

 

***

 

W(z irytacją): Jezu, mam już dosyć tych Sonetów Krymskich…

Z: Ja też! Ten Mirza… jakiś ukraiński pierdolec.

 

***

 

Przed lekcją historii

Z: Ej, a wiesz jaki jest dobry sposób na odpowiedź ustną?

W: …no?

Z: To jest tak, że jak coś tam stękasz „yyy hmm no Urban szóóóstyy eeee…” to wygląda strasznie. A Ty musisz tak: napierdalać, napierdalać, i wtedy nauczyciel sobie myśli „o kurwa”.

 

***

 

P(przyglądając się paczce chipsów): No to niby jest fromage, ale nie wiem, czy to serowe.

 

***

 

W(przy kuflu piwa, ciężko): Jestem dzisiaj zatkanym grobem.

 

***

 

Ch(rozmawiając o wigilii klasowej, entuzjastycznie): To ja przyniosę pierniki!

K: Nie-e, ja chcę przynieść pierniki!

Ch: Nie, ja!

K: Nie, bo ja!

Ch: Ja!

K: Ja!

Ch(obrażona): …piernicz się z tymi piernikami!

 

***

 

Ch: Zrobię pierogi z mięsem.

W(urażona): Fajnie…

Ch: Ooch, to Ty nie jesz mięsa…

W: No nie jem.

Ch( z diabelskim uśmiechem): Tak je przemielę, że nawet nie poczujesz.

 

***

 

Z: Jak chcę się dowartościować, czytam sobie komentarze z Allegro.

 

***

 

Z: Był taki dzień, kiedy doznałam mojej handlowej iluminacji… kiedy pewnego razu, za 60 złotych wcisnęłam komuś na allegro paskudny bezpłciowy plecak Stigi w kolorze szpinaku, zrozumiałam, że można tam sprzedać wszystko.

 

***

 

Dz(w środku lekcji angielskiego, niespodziewanie): …ma ktoś lakier do włosów?!

 

***

 

Z(siedząc w klasie i marszcząc nos): Mhm, coś się pali.

W: To szkoła!

Z(jednocześnie): To moje serce!

 

***

 

Z(na lekcji matematyki, nachylając się z uśmiechem robota do W., recytując): A-dla-cze-go-nie-ro-bisz-wy-kre-sów-fun-kcji?

W(z jeszcze szerszym uśmiechem): Spier-da-laj!

 

***

 

Szkoła, Wajla stara się nie myśleć o jedzeniu

S(rozmarzona): Mmm, ja tak lubię tę czekoladę NussBeisser…sama jest dobra, taka słodka… ale jeszcze te orzechy…

W(z wyrzutem): No dzięki, Skiepa!

S(zdezorientowana): Och… masz uczulenie na orzechy?

 

***

 

Jedziemy tramwajem, Magdisza snuje opowieści o ludziach

M: Mówię ci, ona jest taka porypana…

(rozgląda się dookoła podejrzliwie)

Z: Sądzisz, że gdzieś tu siedzi?

M: Niee, ona nigdy nie zniżyłaby się do podróżowania tramwajem.

Z(z durnym śmiechem): A co dopiero metrem!

 

***

 

Z(w czasie rozmowy o związkach): I będziesz taką moją przyzwoitką. Wiesz, jak w średniowieczu. Ludzie Ci będą przynosić dary. I tak się będzie człowiek pytał: Och, powiedz, czy mogę być z Zupą? A Ty wtedy powiesz: NIEE, nie możesz!!

W:…ale dary zostaw!

 

***

 

Historia, rozmawiamy o Franciszku I

W(wpatrując się w wizerunek Elżbiety I): Jezu, Franciszek I wyglądał jak transwestyta!

 

***

 

Z(chwilę po tym, jak zadzwonił szkolny dzwonek): …no co jest, kurwa?!

 

***

 

W czasie jakiejś imprezy

Z(siadając obok W.): Hmmmm… wiesz, boję się gronkowca.

W(wytrzeszczając oczy): Coooo?

Z(po chwili zastanowienia): Bo to chyba groźna choroba jest?

 

***

 

Z(na przerwie, jedząc batonika): Wkurza mnie ten batonik. Niby, że taki fitness, czy co?

 

***

 

Siedzimy w Pędzlach i Szczotkach, wajola obok szopki, patrzymy na nią w zadumie

Z(marszcząc brwi): Ej, to to się chyba zepsuło.

W: Tak?

Z: No, nie kręci się teraz.

W(beztrosko): A to ja zepsułam?

 

***

 

Idziemy ulicą i rozmawiamy o znajomych

W: Nooo i ona się chyba nazywała Mucha.

Z: Co? Głucha?

W: Mu-cha! Ty jesteś głucha!

 

***

 

M(wzdychając): Pojadę do Pameli na Sylwestra.

Z: Tak? Do Pameli?

M: No, na sylwestra, do Rembertowa.

Z(zamyślona): Och… a gdzie ten sylwester?

 

***

 

Z: No chyba bym musiała ocipieć.

M: Za późno!

 

***

 

W: Wiem, wiem, jestem nudna.

Z: Nie jesteś nudna. Jesteś głupia.

 

***

 

Rozmawiamy o jednej z wyjątkowo frustrujących znajomych

Z: Nie, ja nie wytrzymam, ona jest po prostu nienormalna! Zresztą, miałam nie obrażać ludzi…

W: Ale nikogo nie obrażasz! Bo to jest jak z chorobą… no jak mówisz komuś, że ma grypę, to nie jest obraźliwe, tylko po prostu to ma!

 

***

 

Idziemy z Magdiszą do mnie do domu

Z(patrząc za odjeżdżającym autobusem): Och! Nasz autobus…

M: Przecież i tak idziemy jeszcze do sklepu.

Z: No tak… ale jakoś mi go szkoda.

 

***

 

P(przechadzając się po Empiku): Ostatnio doszedłem do wniosku, że chciałbym nazywać się Eustachy…

Z: …

P: …myślałem też nad Zenobiuszem i Polikarpem.

 

***

 

Z: Można wszystko! Sama tak kiedyś miałaś na blimpie.

W: Oj tam bullshit.

Z(ze złością): Chuj nie bullshit, bo prawda!

 

***

 

Z ekipą na piwie, rozmowa o płciach

O: No ale z facetem to jednak co innego, wiecie…Chyba, że macie faceta-pizdę, jak Piter.

 

***

 

S(kołysząc się na krześle na francuskim, radośnie): Ej, patrzcie, zaraz się wywalę… NA RYJ!!

 

***

 

Z: Jest Wajla, jest impreza!

W: To było o chipsach…

Z: Oni się pomylili, to było o Tobie.

W(wzdycha): Jestem tak samo tłusta.

Z(kręcąc głową): Nie, masz tak samo falowane końcówki.

 

***

 

Z: No, to Gonciara mi kiedyś wysłała.

W(podejrzliwie): Mówiłaś, że Magdisza.

Z(beztrosko): Kłamałam.

 

***

 

Barek, stoimy z Wajlą obok kanapek z jajkiem

W(zastanawiając się): Mmm, co mam wziąć?

Z: Jajco!

 

***

 

Wychodzimy z Wajlą z biblioteki, Czeri akurat wchodzi do niej, by zdobyć „moralność pani dulskiej”

Cz(zwracając się do nas): …jest „moralność”?

Z(z diabelskim uśmiechem): U mnie nigdy, moja droga.

 

***

 

Rozmawiamy z ekipą o zazdrości

Z: A Ty, Piter, co robisz, jak jesteś zazdrosny?

P(zadowolony): Wysyłam złośliwe smsy.

 

***

 

Z(w ekstazie): Achhhh, kocham swoje boskie ejwon fajer mi ap!

W: Ap ap ap.

Z: Apapapapap.

Z&W: Apapapapapapapapapapap!

W: Apapapapapapapap słyszysz? Apap!

 

***

 

Jedziemy na koncert ekipą

Cz: A jak się nazywa ta ulica?

Z: Prądzyńskiego.

Cz: Promcyńskiego?

Z: Prądzyńskiego…

Cz: Pro…Pran…

Z: Prądzyńskiego! Prą! Jak prącie!

 

***

 

Stoimy przed sklepem z Wajlą, Piterem i Czeri

P: No to wchodzę.

Cz: Mam wejść z Tobą? (po chwili zamyślenia) …czy ja odstraszam?

 

***

 

Po jednej z moich iluminacji siedzimy na piwie

Z(opowiadając o aktualnej sytuacji): No i widzicie, kolejna klęska na mapie klęsek.

P(oburzony): Że co?! Mówi się klęsk!

Z(ze złością): Pit, weszłam na wyższy poziom świadomości i naprawdę gówno mnie obchodzi jak się odmienia „klęska”!

 

***

 

M(zagadując): Mówiłam ci, że napisał do mnie ten piłkarz?

Z: Jaki piłkarz?

M(zniecierpliwiona): Nie Łukasz! Piłkarz!

 

***

 

Klasyczna rozmówka na tematy egzystencjalne

Z: A ty, Czeri zdradziłabyś kogoś z kim jesteś?

Cz( patrząc na mnie jak na obłąkaną): No przecież już zdradziłam!

 

***

 

Chodzimy po sklepie z rajstopami

Z: Ja to bym wzięła te w kratkę, mm.

W(po chwili namysłu): O, a ja te obok.

Z(marszczy brwi i wytęża wzrok): …te dziwkarskie?

 

***

 

Jedziemy autobusem

W: A czemu Pitera nie było dzisiaj w szkole?

Z(od niechcenia): A nie wiem, pewnie umówił się z kimś na sex.

 

***

 

Snuję jedną z moich opowieści

Z: No i wyobraź sobie, że wtedy Piter i Picek wychodzą z podziemi…

S(zbita z tropu):…jak to?! Spod ziemi?!

 

***

 

Rozmowa z Wajolą

Z(z wyrzutem): Kłamiesz! Nie lubię jak ludzie kłamią, to naprawdę bardzo nieładnie. Poza tym kłamstwo ma krótkie nogi!

W: Też mam krótkie nogi.

 

***

 

W(w szale mówienia): Jestem taka szczęśliwa, że zaraz uniosę się w powietrze! Jak ta babka, która wygląda, jakby miała zaraz odlecieć. Ej w tym musicalu „hair” była taka scena, że ta bohaterka była w ciąży i tak zaczęła machać rączkami i tak machała, machała, aż zaczęła się unosić do góry i odfrunęła!!

Z:…

W: Ale ja nie jestem w ciąży…(rzucając znaczące spojrzenie) jeszcze!

 

***

 

Wymyślamy motyw na imprezę

Z: Ej, to może policjanci i złodzieje?

W(zamyślona): Niieee, bez sensu, bo będą wszystko kradli.

 

***

 

Polski, słuchamy jak nasza znajoma się produkuje

Z(ironicznie): Wow, jaka onaa mąąądra.

W(z żalem): Wie więcej, niż ja…

Z: Ale ma brzydsze włosy.

 

***

 

Z(zastanawiając się, gdzie iść): No niby możemy iść do Złotych Tarasów… ale to jakieś wieśniackie.

 

***

 

Robimy zakupy, półka z czekoladami, herbatami etc.

W(z przejęciem): Zapomniałabym! Miałam taką strasznie ważną sprawę do Ciebie…(odwracając się) o, kawa pistacjowa!

 

***

 

P: Ałaja!

Z(zażenowana): Eee, a co to było?

P: Onomatopeiczna oznaka bólu.

 

***

 

Rozmawiamy o Expo, które odbyło się na Prądzyńskiego i pijaczku który przytachał się w okolice za Magdiszą

M: No i ten pijaczek był taki zabawny…

Z: Ale to jakiś okoliczny, tak? Taki miejscowy z Prądzyńskiego?

M(zdziwiona): Prądzyński? A co to?

 

***

 

Rozmawiamy o naszej znajomej

Cz: I ona ma jeszcze wadę serca…(obsesyjnym głosem) to też mnie w niej tak cholernie pociąga!

 

***

 

Idziemy z Gonciarą Chmielną.

Z: Goncz, idziemy w takim kierunku…ty wiesz, co nieuchronnie czeka nas na końcu tej drogi…

G(wzdychając): Tak, wiem(po chwili) …ale co?

 

***

 

Rozmawiamy o potencjalnej imprezie.

S: Noo, i będziemy wszyscy latać nago!

Ch: Nago?

S: No.

Ch: Pamiętaj, Skiepa, wydepiluj się.

 

***

 

W:(sfrustrowana): Błagam, wyglądam jak dupa!

S: Chciałabym mieć taką dupę.

 

***

 

Idziemy korytarzem, Skiepa pokazuje nam tapetę swojej komórki, na której dwa ludziki stoją przy wgłębieniu w kształcie penisa i jeden mówi „ale dół”, drugi „ dół jak chuj”.

W: Whooo, jaki fajny!

S(od niechcenia): No, od taty mam.

 

***

 

Przed konkursem recytatorskim

W: Co? Czyli to będzie jednak w 110?

S: O niieeee! Imaginowałam sobie, że będę to mówić w 112!

 

***

 

Z: Co tam?

W: Jestem w dupie. A u ciebie?

Z: Stara chujnia.

 

***

 

M(w czasie dyskusji na kolejnej dennej lekcji fizyki): Dywaniara ma to do siebie, że często zmienia zdanie.

S(wzdychając): Cóż za chimera…

 

***

 

W(wchodząc do szatni): O boże, coś śmierdzi w mojej szafce.

Z(uśmiechając się radośnie): Nie, to w mojej.

 

***

 

P: Ta babka ze sklepiku jest dziwna, zaczęła mi opowiadać jakieś historie o swojej córce, że ona to wygrywała jakieś nagrody i w ogóle…

Z: Znaczy ta z barku?

P: Nieee!

Z: Ta ze sklepu z PRL-u?

P: Nieee, z barku!

Z:…

 

*** 

 

Festiwal filmowy, rozmowa o koleżance, która była w szpitalu

Kcz(zdziwiona): Ej, tutaj gdzieś jest Pisarkowa?

Kj: No, ona jest teraz na wypustce.

 

***

 

Festiwal, mówimy o koledze z sekcji Medialnej, która pisze recenzje itp.

P: Ale naprawdę, muszę powiedzieć, że E. dobrze pisze.

S(z szerokim uśmiechem): O tak, trzeba mu przyznać, że dobrze operuje językiem!

 

***

 

Jedziemy metrem, rozmowa o włosach

Cz: Od kiedy ścięłam włosy mniej mi wypadają, potem zawsze zaczynają…

S(wzdychając): No ja już łysieję…

 

***

 

Idziemy ulicą, Skiepa nie wie, gdzie zgasić papierosa.

S(spanikowana): O nie, nie mogę tego wyrzucić na ulicę, to będzie zaprzeczenie moim ideałom! Zawsze noszę na zakupach eko-torbę!

Z: Oj przeeestań, rzuć to.

Skiepa ogląda się i gasi peta o donicę pełną trawy.

Z:…?

S: To będzie taki nawozik!

 

***

 

Rozmawiamy o nadchodzącej gorącej nocy S.

Z(robiąc wielkie oczy): Whoaa, zazdroszczę Ci! No aleee będzie!

S(wzdychając): Nie sądzę, żeby do czegoś doszło…

Z(zdumiona): No przestań, chociaż troszkę! Tak jakby, rozumiesz, połowicznie.

S: Nie wiem, czy to się da zrobić w połowie… (po chwili zastanowienia)…to jakby wysiąść w pół drogi z pędzącego pociągu.

 

***

 

Obserwujemy ludzi za oknem

W: Ej, to jest aż tak ciepło na dworze?

Z: Wiesz, no w sumie jest trochę ciepło, ale właściwie jest deczko zimno.

 

***

 

Z(o koledze, który wpieprza się jej w projekt, do W.): Ale jezuuu, jak on mnie już wkurwia, po prostu nie mogę. Będzie teraz ojca uczył dzieci robić…a ja umiem robić dzieci!

 

***

 

S. je w ekstazie Snickersa.

S: Ach, on jest taki pyszny, chyba uległam tej reklamie z orzechem…

Z(z uśmieszkiem): No tak, jak to napisali, wiesz…”wszystkich przeleci”.

S(wzdychając): …no i mnie przeleciał!

 

***

 

Przerwa, klasa. Cisza.

W. opiera głowę na ramieniu Z.

Z. zamyślona.

Cisza.

W. wzdycha.

Z(budzi się nagle z letargu i wcelowuje palec w powietrze z entuzjazmem):… seeeeeexxxx!

 

***

 

Z(wzdycha): Ach, krakowskie przedmieście, rozkoszne wspomnienie lata, cudowny pocałunek słońca…

W(zdziwiona): Krakowskie przedmieście? A z kim ty się tam całowałaś…?

 

***

 

Rozmawiamy o dziewczynie z naszej szkoły

Z: Eeej! To ta babka od Karoliny.

W: Co?

Z: No ta jej przyjaciółka niby.

W: Ee?

Z: No ta, co wygląda jak totalna lesba.

W: Ale która?

Z: No ta z krzywymi nogami!

W: …aaaa, taaaa!

 

***

 

Rozmawiamy o uczuciach, próbuję wydobyć od W. coś o pewnym jegomościu.

W(wzdycha): Nie, nie mogę…

Z(podkurwiona): Wy wszyscy macie jakieś problemy z wyrażaniem własnych uczuć! Ja nie wiem, przecież to takie proste. Na przykład. Nienawidzę: Świderka. Kocham: Cinę.

W: Nie, nie mogę.

Z: No dawaj! (zachęcająco) Luuubię…?

W: …ciebie.

Z(sfrustrowana): Świetnie.(nuta oczekiwania) Uwieeelbiaaam…?

W:…

Z:…

W(entuzjastycznie):…czekoladę!

 

***

 

Z(zachęcająco): No waaaajla noo, choodź ze mnąą!

W: Nie.

Z: No przeeestań, chooodź.

W(stanowczo): Nie!

Z: Proszę, nooooo!

W(prawie krzycząc): NIE!

Z: NO CHODŹ NO!

W(przestraszona): No dobrze, pójdę.

 

***

 

Lekcja WF-u

Z: Aaaach, kocham brzuszeczki, moje cudooowne brzuszki!

S(wzdychając): Mam jeden brzuszek i to mi wystarcza.

 

***

 

Z(pultając się): Dzisiaj byłam na chemii na tablicy…

M(śmieje się)

Z(śmieje się także): Heeeeh taaak, na tablicy…leż krzyżem na tablicy, dziecko!

M: Opiszę Cię wzorem!

 

 ***

 

Idziemy przez miasto, wietrznie, W. zagląda w swoje odbicie na jakimś budynku

W: O matko, jak ja koszmarnie wyglądam!!

Z(patrząc na W.): Ty mi nawet nie mów!

 

***

 

Szukamy sklepu

Z(wzdycha): No i gdzie ten antykwariat…

W: To chyba gdzieś dalej, nie?

Z: Nieeee! To na stówę w tej uliczce, tutaj.

Po chwili

W: Masz rację, to na pewno tu.

Z: Nieeee, to jednak gdzieś dalej.

 

***

 

Jeździmy rowerami po Siekierkach, nagle zauważam w oddali na ścieżce znak, układający się w wielkie cyfry 603.

Z(zafascynowana): Whoaaaa, a co to, jakaś droga krzyżowa?

M(z irytacją): Chyba Twoja!

***

 

Opowiadam o moich planach na następne dni

Z: No i rozumiesz, atmosfera, zachód słońca, te sprawy, pojedziemy na lotnisko…

P(zdziwiony): Gdzie odlatujecie?

 

***

 

Rozmowa z W. na gg

W: Obejrzałam właśnie tyle odcinków SATC, że nie wiem, jak się nazywam.

 

***

 

Na polskim toczy się rozmowa nt. „Zbrodni i Kary” (w której Raskolnikow zabija lichwiarkę)

Z: No dobrze, on był psycholem, ale dlaczego? Ja ci mówię, to co zawsze twierdzę, że to wszystko przez nie wyładowane napięcie seksualne!

W: To mówisz, że ja też tak skończę? Zabiję jakąś lichwiarkę?

 

***

 

Oglądamy film na lekcji

Z: O jeeezuuu, jestem śleeepaaaa!

Cz(beztrosko): No przestań, nie widzisz co tam jest napisane?

Z(jąkając się): No tego, wiesz, jakby Ci to powiedzieć… nie.

Cz(z olbrzymim przerażeniem): To rzeczywiście jesteś ślepa!

 

***

 

Z(spoglądając na nogi Pitera, przerażona): Jej, Pit, proszę, zrób coś z tym.

P(wzdychając): Ech, owłosione łydki! Nie znam na to żadnego panaceum.

 

***

 

Siedzimy w szkole, zaczyna się faza na obgadywanie ludzi

Z(zdumiona, patrząc na jakąś grupkę): O Jezu, to szokujące, nigdy w życiu nie widziałam tutaj tych ludzi!

W: Taak, ja też nie.

Z(zamyślona): Może to jakaś wymiana z Litwy?

 

***

 

Z: Wiesz, czasami wydaje mi się, że nie wyszłam jeszcze mentalnie z przedszkola.

W: Mnie też się tak wydaje.

 

***

 

Pit ma ciężką przeprawę z babeczką od francuskiego ostatnimi dniami.

Z: Noo, to teraz musisz się jej przypodobać.

P: Zdecydowanie, będę wobec niej bardzo uprzejmy.

Po chwili

Z: O, zobacz, właśnie idzie! Powiedz jej coś miłego, nooo, że ma ładne włosy.

P(oburzony): Ale nie mogę też kłamać!

 

***

 

S(spoglądając na kartkę, którą trzymam i analizując moje notatki z biologii): Oo, widzę, że czytasz Dziennikarstwo?

 

***

 

Gotujemy u Pitera.

P(z nieopanowaną wściekłością do swojego psa, który plącze się nam pod nogami): Nie, Nela, nie będziesz wylizywała zmywarki!

 

***

 

Z: A wiesz, że teraz się mówi „suuuko”?

W(zaciekawiona): Nie, ale jak to? Kiedy?

Z: No na przykład idziesz z kimś palić i mówisz „chodź na papierosa, suuuko!”.

W: Ale ja nie palę.

Z: No pewnie dlatego nie wiesz, że się mówi „suuuko”.

W(marszcząc brwi): A to można tylko przy papierosie?

Z(wzruszając ramionami): Nie, tak ogólnie.

 

***

 

Idziemy korytarzem, gawędząc.

Z(zamyślona): Mam ochotę naaaaa…

W(oskarżycielsko): Ta, ja wiem  n a  c o  Ty masz ochotę!

Z(zdziwiona):…na czekoladę?

 

***

 

Oglądamy się za jakimś facetem.

Z(rezolutnie): Temu gościowi widać bokserki. Ale jakoś dziwnie, gdzie on ma pasek? Zaraz, to w kratę to jego bokserki, czy jego pasek?

W: Pasek i bokserki.

Z(zaciekawiona): Jednocześnie?

 

***

 

Idziemy ulicą.

Z(ze złością): Ugh, no nie mogę! Mam dzisiaj włosy jak gówno!

W(wzdychając): Taaa, a ja mam włosy jak…

Z(wcinając się): …jak księżniczka!

W:…?

 

all right reserved 2009 by zupa ;) aktualizacje w drodze.

 

 

Darmowy hosting zapewnia PRV.pl : e-erotyka, sqad-ziommm, michalki-26, piotrszymanski, hnkm1
Dziel sie multimediami na Patrz.pl